Homilie

Czytelnia

Wykłady


„I wystąpił Michał, aby walczyć ze smokiem”…


Umiłowani bracia i siostry!
Znowu jesteśmy razem, w domu Matki; to kolejne nasze spotkanie w światłach fatimskiego orędzia. Od tylu już lat trwa na tym miejscu i w wielu innych nieustająca modlitwa o nawrócenie świata, ratunek dla grzeszników, zwycięstwo Niepokalanego Serca Maryi i odnowienie wszystkiego w Chrystusie.
Czym jest orędzie z Fatimy? Na pewno nie jest kasandryczną zapowiedzią tragicznego końca. Jest pieśnią o zwycięstwie Boga w śmiertelnym zmaganiu się o człowieka, jest także wskazaniem, jakie środki powinniśmy podjąć by to zwycięstwo przyspieszyć. Płynie więc w naszą stronę wołanie o wewnętrzną aktywność, o dzieła pokuty i miłosierdzia, o żarliwy różaniec w intencji tych, którzy uwierzyli, że mogą obejść się bez Boga teraz i w wieczności. Niebo ofiarowało nam Fatimę także po to, byśmy nie zwątpili patrząc na natężenie przejawów zła wobec którego dobro zdaje się być bezradne.
Szatan wie, że mało ma czasu. Wspomniane natężenie zła w świecie mogłoby człowieka o wrażliwym sumieniu wyprać z jakiejkolwiek nadziei. Fatima jest dla nas przynagleniem, byśmy, odnowiwszy swoje serca stawali się czytelnym znakiem obecności Boga w świecie i pomagali ludziom odnajdywać drogę do Niego w gąszczu światowych propozycji. W naszym „dzisiaj”, to wszystko co bardzo szeroko i umownie obejmujemy pojęciem Fatimy trwa w ostrej konfrontacji z ty, co bardzo szeroko obejmujemy mianem „cywilizacji śmierci”.
Matka Odkupiciela objawiła się w Fatimie, bo taka była wola Boga, który jest miłością, a miłość to życie. Miłość poszła na Krzyż, abyśmy życie mieli i mieli je w obfitości. Bóg jest Ojcem cywilizacji życia. Za cywilizacją śmierci stoi zaś szatan, którego Chrystus Pan nazywa zabójcą i kłamcą od początku. Dziś tzw. „postępowy świat” kpi sobie z piekła, szatana, potępienia. Niewiara w straszliwą rzeczywistość ukazaną m.in. w Fatimie 13 lipca 1917 roku, ma być miernikiem nowoczesności i wyzwolenia od przesądów. Kwestionowanie prawdy o piekle i szatanie jest kwestionowaniem prawdomówności i powagi majestatu Bożego naszego Zbawiciela; szczególnie dotyczy to katolików.
Cóż leży u podstaw cywilizacji śmierci? Zasadniczym jej podłożem jest sprzeciw wobec Boga i próba usadowienia się przez człowieka na Jego miejscu. Ciągle w człowieczych uszach brzmi owo szatańskie „poznacie dobro i zło i będziecie jak Bóg”. „Poznać” dobro i zło znaczy decydować o tym co jest dobre a co złe, bez oglądania się na Stwórcę w zależności od aktualnej mody, trendów czy ludzkich kaprysów, bądź oczekiwań różnorakich grup interesu. Przemożna chęć wzięcia Boga w nawias i życia tak jakby Go nie było, każe być ślepym na rzeczywistość nadprzyrodzoną i zwalniać się z poszukiwania prawdy Objawionej, kwestionując jej istnienie już w punkcie wyjścia. Odrzucenie Boga-Prawodawcy i niezmiennych zasad moralnych sprawia, że wszystko staje się płynne i zmienne. Człowiek zraniony grzechem pierworodnym, nie karmiący się darami łaski łatwo ulega ułudzie, że może obyć się bez Boga. Dostatek materialny, zachłanna konsumpcja, wszechobecna reklama i związany z nią kult młodości i siły sprawia, że człowiek zaczyna żyć tak, jakby Boga nie było, a wszelkie mówienie o sądzie, odpowiedzialności przed Bogiem, a nawet o tak oczywistym fakcie jak śmierć budzi jedynie irytację i sprzeciw. Tak rodzi się religijna obojętność i rozkręca pogoń za konsumpcją wraz z deptaniem ewangelicznych zasad moralnych jako nie przystających do współczesności. Co gorsza, taki styl bycia próbuje się lansować na wszelkie możliwe sposoby, dyskredytując w imię rzekomej tolerancji poglądy przeciwne.
„Będziecie jak Bóg”. Epoka nowożytna odrzuciła Boga jako źródło Prawdy na której winno opierać się prawo. Non veritas, sed auctoritas facit legem. Nie prawda stanowi prawo, lecz władza. To zawołanie tej epoki. Prawo stanowi teraz władza, która już nie od Boga a od ludu pochodzi. Nie prawda jest więc źródłem prawa a wola większości. A przecież większość wcale nie musi mieć racji. Słupki sondaży, wyniki głosowań nijak nie wpływają na blask Prawdy. Ona jest ciągle jedna i ta sama na wieki. Jej imię – Jezus Chrystus. Kiedy jednak nie on, a omylna ludzka większość stanowi o prawdzie, jakie może przynieść to owoce? Odpowiedzią na to mogą być choćby tragedie XX wieku.
Dziś prawem człowieka staje się akurat to, co jest zaprzeczeniem Ewangelii. Wszystko co służy egoizmowi i własnej wygodzie zostaje przypudrowane i polane sosem „praw człowieka”. Wszystko co służy wpływowym lobby choćby produkcji środków antykoncepcyjnych, pornografii, rozbijania rodziny jest dziś „zdobyczą cywilizacyjną”. Wiele aktów prawnych europejskich parlamentów jest dziś wyzwaniem rzuconym Świętemu Bogu. Czy trzeba być prorokiem, by wiedzieć czym skończy się kolejna próba budowania raju na ziemi? Zapewne tym czym wszystkie poprzednie: katastrofą i niewyobrażalnymi cierpieniami milionów zwyczajnych ludzi na których ciele eksperymentują dziś różnej maści hochsztaplerzy. Gorszą zbrodnią jest jednak odarcie człowieka z godności dziecka Bożego, z pragnienia nadprzyrodzoności. I nade wszystko z tego powodu Serce Maryi przepełnia smutek.
Na przeszkodzie tej grze zorganizowanych sił antyewangelii, by przypomnieć słowa kardynała Wojtyły, stoi Kościół Rzymski z Piotrem na czele. Z woli Pana to ta społeczność przejęła funkcję prorocką Starego Przymierza. „Idźcie… uczcie zachowywać wszystko co wam przykazałem”. Święty Paweł napomina biskupa Tymoteusza: „ Zaklinam cię na Chrystusa Jezusa, który przyjdzie sądzić żywych i umarłych: głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, w razie potrzeby poucz, wykaż błąd, bo przyjdą czasy, że prawdziwej nauki nie będą chcieli słuchać, bo ich uszy świerzbią, ale dla własnej wygody będą sobie mnożyli nauczycieli”. Prorok – przez Boga posłany w Jego Imię, ma za zadanie bronić prawa Boga do człowieka i prawa człowieka do Boga, beż względu na cenę. Czy Piotr naszych czasów dobrze wypełnia zadanie umacniania braci w wierze? Wystarczy prześledzić medialno-polityczne wrzawy ostatniego półrocza i konstruowane sondaże by otrzymać odpowiedź na to pytanie. Liberalno-laicki świat zdaje się wyznawać zasadę: „możesz mieć własne zdanie, o ile jest takie jak moje”. Jeśli nie, to uderzą cię pałką antysemityzmu, ksenofobii, siania nienawiści itp. Albo zawloką cię przed sędziów spolegliwych. W imię tolerancji, oczywiście, którą wielu myli notorycznie z akceptacją.
Skoro Kościół nie chce poprzestać na funkcji stowarzyszenia dobroczynności czy organizacji pacyfistów należy wyeliminować go z przestrzeni publicznej. Oczywiście już nie w tak drastyczny sposób jak w ludobójczych rewolucjach we Francji czy Rosji, ale w „białych rękawiczkach”. Cała walka z Kościołem pod najszczytniejszymi nawet hasłami jest dziś oczyszczaniem gruntu pod cywilizację śmierci i trzeba mieć tego świadomość. A zdaje się, że wielu katolików niestety nie ma tej świadomości.
Głosi się więc np. potrzebę tzw. „neutralności światopoglądowej” państwa. Owa „neutralność” oznacza de facto systematyczne rugowanie przejawów religii ze sfery publicznej i zakaz manifestowania swojej wiary w instytucjach państwa. Byłby to więc gwałt zadawany sumieniu ludzi wierzących i tworzenie sytuacji schizofrenicznej, w której człowiek ma być inny w sferze publicznej, a inny w życiu prywatnym. Jak ma się to do Chrystusowego nakazu dawania świadectwa, głoszenia Ewangelii? Doświadczenie współczesnej Europy uczy, że za parawanem tzw. „prywatności religii” kryje się zawsze, mniej czy bardziej, ale jednak, agresywny laicyzm zmierzający do wyeliminowania jakichkolwiek wpływów religii w ogóle. Ten pogląd nie da się nijak pogodzić z nauką katolicką. Wiara jest sprawą głęboko osobistą, intymną, ale nigdy prywatną. Kościół to nie tylko 130 biskupów, 30 tysięcy księży, parędziesiąt tysięcy zakonnic. Kościół w Polsce to miliony ludzi, biednych i bogatych, starych i młodych, prostych i uczonych, którzy ten kraj budują, płacą podatki i mają prawo czuć się jak u siebie, a nie jak w bantustanie. Domagam się elementarnego szacunku dla nich. Póki co są większością, która nie akceptuje terroru mniejszości.
Ważnym elementem walki jest próba deprecjonowania roli Kościoła, poprzez tzw. czarną propagandę. Widzimy w ostatnich latach cały festiwal ujawniania tzw. księży agentów. Duchowieństwo, które w tych trudnych czasach było w swojej masie z ludem mu powierzonym, dziś musi znosić medialne piętnowanie. Napisałem kiedyś do pewnego dziennika, by równie ochoczo zaczął przedstawiać sylwetki kapłanów bohaterów. Nic z tego. Owszem bąknie się czas od czasu, że większość księży zachowała się godnie, ale całe szpalty poświęca się prawdziwym bądź urojonym „agentom”, ze szczególnym upodobaniem skupiając się na biskupach. Szkoda, że nie ustrzeżono się przed przyjęciem „aroganckiej pozy sędziów” o co apelował w katedrze warszawskiej Benedykt XVI. Dotyczy to szczególnie sprawy ks. abpa Wielgusa, którego osądzono niejako „na chybcika” i w sposób nazwijmy to delikatnie „wielce problematyczny”. Niestety, tą „arogancką pozą sędziów” nie znoszących sprzeciwu wykazali się ludzie kojarzeni z wiarą i prawą stroną politycznej sceny. Wierzę, że kiedyś poznamy prawdę o tych wydarzeniach i „spisane będą czyny i rozmowy”. Kiedy potem przyszło do lustracji środowisk akademickich czy dziennikarskich nagle przypomniano sobie o istnieniu sądów, domniemaniu niewinności, godności ludzkiej itd. Wypada tylko pogratulować.
Pomija się też całkowicie kulturotwórczą rolę Kościoła decydującą o obliczu współczesnej Europy, co tak często podkreślał Jan Paweł II. Dotyczy to także naszej Ojczyzny. Kościół stał u początków naszego narodu, o roli Chrystusa w naszych dziejach mówił na Placu Zwycięstwa nasz rodak Papież na początku swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny. Naród przetrwał bo trwał w Kościele i dzisiejsze próby rozbijania więzi narodu i Kościoła instytucjonalnego są w tym kontekście przejawem skrajnej nieodpowiedzialności, albo świadomą grą. Istotne, że czynią to najczęściej spadkobiercy ideologii, która w XX wieku zapisała karty polskiej historii jedynie zaprzaństwem i zdradą. Nie widziano ich wcześniej wśród obrońców praw człowieka, owszem, manifestowali raczej służalczość wobec obcej doktryny, służalczość nazywaną szumnie „realizmem politycznym”. Nie było ich też wśród strajkujących robotników, czy bitej na ulicach młodzieży. Dziś znaleźli sobie nowego pana i chcą bronić wolności. Przed Kościołem. Wolne żarty! Jeżeli zginąłby Kościół, kto obroniłby naród przed wami! Tu w Zakopanem Jan Paweł II apelował do nas: „brońcie Krzyża!” i będziemy to czynić, bez względu na to, co miałoby to oznaczać. Bo Krzyż to życie – wieczne!
Nie wolno nam patrzeć obojętnie jak czyści się w naszej Ojczyźnie przedpole dla cywilizacji śmierci. Ostrzegał nas przed nią wielokrotnie Jan Paweł II. Zacznijmy wreszcie uczyć się od niego. Zostawmy na boku papieża od kremówek, nart i górskich wycieczek. To tylko temat zastępczy. Wsłuchujmy się w papieża od dekalogu wyłożonego nam w 1991 roku. Posłuchajmy papieża zagniewanego na nas w Kielcach. Pamięta ktoś jeszcze tamte słowa i tamten obraz? Papież krzyczał, tak krzyczał na naszą katolicką i polską bylejakość. „To jest moja matka ta Ojczyzna, to jest moja ziemia, to są moi bracia i siostry. I te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć; was też powinny boleć…łatwo rujnować, o wiele trudniej odbudowywać”. Bolą was więc sprawy Ojczyzny? Bolą was przygotowywane w zaciszu różnych gabinetów amoralne prawa, boli was oddanie młodzieży na pastwę nihilistycznych prześmiewców, którym udostępnia się ekrany kanałów telewizyjnych i radiowe głośniki? To dlaczego nie reagujecie, gdzie nasza polska i katolicka aktywność. Czas się obudzić! Nie sztuka biadolić, albo siedzieć cicho, bo to „nie moja sprawa”. Jeśli nie jest twoja dziś, to będzie jutro! Dlaczego tak łatwo oddajemy pola? Dziś Chrystus potrzebuje nowych legionów: legionów dusz czystych, oddanych Jemu, gotowych życie dać, ale nie na barykadzie, ale w trudzie codziennego świadectwa, zmagania się o jego prawo obecności w naszym dziś i jutro, budowania życia społecznego w oparciu o jego zasady. Gra warta jest świeczki, bo tu idzie o zbawienie i życie wieczne, bez względu na to co powiedzą na ten temat prorocy moralnego nihilizmu, płycizny czy wszelakiej błazenady. Błazen niech sobie będzie błaznem, my budujmy Królestwo Boże! W USA działa potężny ruch antyaborcyjny, a dlaczego nie u nas? Dobrze, że idea amerykańskiej młodzieży Ruchu Czystych Serc toruje sobie drogę. To dobry znak na przyszłość. Coraz więcej młodych ludzi nie poddaje się nieodpowiedzialnej propagandzie i zobowiązuje się do życia w czystości aż do dnia ślubu. Bo tak chciał Chrystus! To wymaga głębokiej wiary, samozaparcia, odwagi. Trzeba odwagi, by powiedzieć w szkolnej klasie, na uczelni, w pracy, w towarzystwie: tak, jestem katolikiem i domagam się szacunku dla siebie i mojego Kościoła. Bo dziś parasolem szacunku i tolerancji objęci są wszyscy, tylko nie katolicy. Można bezkarnie wyszydzać katolickie symbole, prawdy wiary, papieża, można używać krzyża na scenie w obscenicznych celach, można podrzeć Biblię w czasie koncertu i tłumaczyć, że to było w małym gronie, można w żenujący sposób mówić o autorach natchnionego słowa – wszystko w imię wolności wypowiedzi, wolności kultury. Tak krok po kroku dekonstruuje się rzeczywistość. Nie może być już nic świętego, nic nietykalnego, tylko prymitywizm i wulgarność. Szacunek dla Biblii, symboli religijnych to zresztą nie tylko kwestia religijna. To przede wszystkim kwestia pewnej wrażliwości, osobistej kultury, dobrego wychowania. Nie uważam np. Koranu za księgę objawioną, ale nigdy bym go nie podarł nawet prywatnie, dlatego, że jest to księga droga dla milionów innych ludzi. Gdy pracowałem na Ukrainie katolicy nigdy nie wykonywali ciężkich prac w święta prawosławne; gdyby jednak ktoś wcześniej zrobiłby im wykład o wolności kultury, być może dla jej zamanifestowania próbowaliby obrazić swoich sąsiadów czy krewnych. Dziękować Bogu, że apostołowie tej „wolności” jeszcze tam nie dotarli. Te przeróżne prymitywne wybryki zwane z namaszczeniem „kontrowersyjnymi” nie są potrzebne np. filharmonikom wiedeńskim. Oni zwracają na siebie uwagę talentem, wirtuozerią, pięknem wykonania. Ty katoliku masz znosić wszystko, a gdy spróbujesz wyrazić swe zdanie, wtedy uruchamia się sądy przed które wlecze się człowieka, bo śmiał być sobą. Tak wygląda dialog w wydaniu wojującego laicyzmu. Jego symbolem są też zniszczone plakaty antyaborcyjne na przystanku Woodstock, czy atak tzw. „nieznanych sprawców” na Kongres Rodziny w Amsterdamie. Należy więc żądać od polityków deklarujących swoją wiarę, by nie wili się w odpowiedziach na proste kwestie moralne i nie mówili, że wiarę należy pozostawić w przedpokoju urzędu, który się sprawuje. Trzeba pytać rządzących jaki system edukacji młodego pokolenia zamierzają stworzyć. Czy zdrowy jest system, w którym nauczyciel boi się ucznia, a sam uczeń słyszy ciągle o swoich prawach? Jaki obywatel wyrośnie w systemie, w którym prawa nie będą połączone z poczuciem odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji za podejmowane decyzje. Czy można bardziej skrzywdzić młodego człowieka? Kim będzie wychodząc ze szkoły o poszatkowanej historii? Odpowiedzialnym za edukację dedykuję słowa kard. Wojtyły wypowiedziane na jego ostatniej procesji Bożego Ciała w Krakowie: „ Naród żyje prawdą o sobie, ma prawo do prawdy osobie. Ma prawo tę prawdę zdobywać, przede wszystkim ma prawo jej oczekiwać, od tych którzy wychowują, którzy prowadzą przedszkola, szkoły i uniwersytety. Nie można przyszłości budować inaczej jak tylko z tego fundamentu jakim jest nasza przeszłość. Nie można krzywić i paczyć duszy młodego Polaka, bo wyrwany z tej tysiącletniej gleby przestaje wiedzieć kim jest i łatwo staje się pastwą różnych słabości.” Czy chcemy mieć człowieka który będzie mówił o polskich obozach koncentracyjnych i bezosobowych „nazistach”, który nie potrafi umiejscowić 3-majowej konstytucji i bitwy pod Wiedniem. Pytamy o to w tak brzemiennym w historię miesiącu sierpniu. I pytamy twórców o to, kiedy zobaczymy film o cudzie nad Wisłą, o inż. Kwiatkowskim, o Prymasie Wyszyńskim, czy o Wrześniu. Skoro są w kasie państwa polskiego środki na obce obsceniczne produkcje, może i dla nas coś by się znalazło. A przy okazji września, który się zbliża, trzeba w kontekście ostatnich wydarzeń i to powiedzieć: jest moralną obrzydliwością, jeśli agresor i kat w jednej osobie domaga się od zmasakrowanej ofiary jakichkolwiek rekompensat i praw do czegokolwiek. Trzeba nie mieć honoru. Pokonany agresor może liczyć jedynie na dobrą wolę nie dobitej ofiary. Na tyle i tylko tyle!. Trzeba to mówić z ambony, skoro rządzący nie są w stanie tego z siebie wykrztusić! Łatwo dziś Polaków oskarżyć wszystkim o wszystko, zwłaszcza jeśli ma się dużo kamer, mikrofonów i tytułów prasowych oraz przeogromne wpływy. Łatwo się wtedy pastwić i znieważać Polaków z miną niewiniątka. Pytamy o to, jakie wzorce postaw osobowych chce się promować, skoro z racji poglądów nie można zrobić habilitacji, uniwersytetowi grozi się kontrolą, a sale wykładowe zamyka przed ludźmi tytułami naukowymi. Jakie postawy życiowe kształtujemy, skoro autorzy zbrodni stanu wojennego noszą te same szlify generalskie co generałowie Haller, Anders, czy Fieldorf, a stoczniowcy jak 30. lat temu tak i dziś pozostawieni są sami sobie, a pani Walentynowicz jest niemalże zakazana. Generalnie powstaje więc pytanie o to kogo chcemy ukształtować: świadomego swej tożsamości, myślącego, twórczego człowieka, który potrafi także dać odpór niecnej propagandzie, czy też bezmyślny element zdalnie sterowanej, czy manipulowanej całości. Jeśli to drugie, to wszystko co dzieje się wokół nas staje się zrozumiałe.
Szczególną troską trzeba dziś otoczyć ludzi młodych. Dla wielu są przedmiotem manipulacji i różnorakiego wykorzystywania. Powinni wiedzieć, że tylko Chrystus ich kocha i dlatego stawia im wymagania. Uczcie się młodzi być sobą. To dziś kosztuje. W epoce ideologizacji pojęcia tolerancji tłamsi wolność osoby psychiczny terror mediów czy grupy, oraz polityczna poprawność. „Ty słuchasz tego radia?... chodzisz do kościoła?...”. Zrób rewolucję, powiedz: „tak!”. Przekonasz się co dla wielu oznacza słowo „tolerancja”.
Nie czas więc na narzekanie. Uzbrojeni mocą z wysoka, przywdziejmy pancerz wiary, miecz ducha i hełm zbawienia. Niech papieskie „nie lękajcie się” nabierze nowego wymiaru. Niech Niepokalana ma w nas wiernych sojuszników. Nie obawiajmy się pustego chichotu proroków doczesności. Weź więc do ręki różaniec i módl się nikogo nie wyłączając. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Maryi, jej Niepokalanego Serca, nasze, twoje zwycięstwo.

(Tekst homilii wygłoszonej podczas spotkania Rodziny Radia Maryja w Zakopanem na Kszeptówkach 17.siepnia 2009 roku - ks. Franciszek Gomułczak SAC)

Adres
 
Rzymsko – katolicka parafia
pw .św. Jana Nepomucena
Lisowice ul. Nowa 5a
www.parafialisowice.pl.tl
e-mail: parafialisowice@op.pl
tel: 34 3563356
Reklama
 
Cytat na każdy dzień
 
Zegar
 

Kalendarz
 
Informacje
 
 
Dzisiaj stronę odwiedziło już 30 odwiedzający (74 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=